Transformacja energetyczna Śląska okiem dziennikarki z Belgii


Kilka miesięcy temu przyjechała na Śląsk fotoreporterka Hanna Jarząbek. Na zlecenie belgijskiej centrali związkowej miała napisać reportaż o problemach społecznych, związanych z transformacją energetyczną na Śląsku. Odwiedziła m.in. nasz związek i rozmawiała z przedstawicielami naszych komisji z kilku śląskich zakładów pracy. Efekt jej pracy właśnie się ukazał, poniżej link i tłumaczenie tekstu.

Gdy kopalnie węgla są zamykane, górnicy na Śląsku stoją w obliczu niepewnej przyszłości
Na Śląsku, w Polsce, największym regionie górniczym w Europie, zbliża się zamknięcie kopalń. Europejski Zielony Ład ma na celu zmniejszenie emisji CO2 o 55 proc. do 2030 r. i ostateczne osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. Aby jednak ta transformacja energetyczna była sprawiedliwa, proces dekarbonizacji musi zapewnić prawa i środki do życia dotkniętym nią pracownikom. W Polsce ta transformacja budzi zarówno nadzieje, jak i obawy, a górnicy rozumieją potrzebę zmian, ale także obawiają się o swoją przyszłość i przyszłość swojego regionu.

Polska zamknęła dwie trzecie swoich kopalń w ciągu ostatnich 30 lat, zmniejszając liczbę miejsc pracy w sektorze z 300 000 do 80 000, według związków zawodowych górników. Wpływ tych zamknięć był nierównomierny. Podczas gdy Katowice, stolica śląskiego województwa, cieszą się nowym rozwojem, konflikty społeczne i ogniska ubóstwa pojawiły się w wielu innych miastach, w których górnictwo było wcześniej głównym źródłem dochodu. Wydaje się, że zamknięcia miały również niewielki wpływ na emisję gazów cieplarnianych, pozostawiając wielu górników zastanawiających się, w jakim stopniu samo zamknięcie kopalń może rozwiązać problem bez fundamentalnej zmiany w polskim modelu energetycznym.

Polska gospodarka jest silnie uzależniona od przemysłu metalurgicznego, którego 74 proc. energii pochodzi z węgla (krajowego i importowanego), a tylko 15 proc. z odnawialnych źródeł energii. W tych warunkach osiągnięcie celów UE na 2030 r. nie będzie łatwym zadaniem. I choć wielu w Polsce rozumie, że zmiana jest konieczna – kraj ten ma 36 z 50 najbardziej smogowych miast w Europie, z których 12 znajduje się na Śląsku – na pytanie, jak dokładnie doprowadzić do tej zmiany, wielu drapie się po głowie.

Lektura historii pokazuje, że obawy górników są uzasadnione: „Od 1989 roku nikomu nie udało się zrestrukturyzować kopalń” – mówi Andrzej Chwiluk, prezes Polskiego Związku Górników (KWK) w kopalni Makoszowy w Zabrzu. Decyzja o zamknięciu naszej kopalni zapadła w ciągu tygodnia. Nikt nie powiedział: „Przygotujcie się chłopaki, bo za rok lub dwa zamkniemy”. Nie, po prostu dali nam zaświadczenie o zwolnieniu i to wszystko. Z ekonomicznego punktu widzenia nie miało to żadnego sensu. Mieliśmy jeden z najnowocześniejszych szybów kopalnianych i zdobyliśmy nawet nagrodę za najbezpieczniejszą kopalnię – mówi. Gdy w 2016 roku wybrano kopalnię Makoszowy do zamknięcia, zatrudniała ona 1,7 tys. pracowników. Spośród nich pozostało 500 do utrzymania i zabezpieczenia szybów oraz administracyjnego zarządzania gruntami i pracownikami. Liczba ta zostanie zmniejszona do 80 w 2023 r., ostatecznego terminu zamknięcia.

„Zamknięcie kopalni może potrwać do siedmiu lat, tak jak ma to miejsce w przypadku naszej. Tymczasem nie powstało tu ani jedno nowe miejsce pracy – mówi Chwiluk. „Nadal mamy 200 pracowników. Kobiety są w najtrudniejszej sytuacji. Po 37 latach pracy, ponieważ nie mogą przejść na emeryturę, zaproponowano im pracę jako sprzątaczki. Jedna księgowa, która spędziła całe życie w biurze, nadzoruje stację benzynową na obrzeżach miasta, pośrodku pustkowia, musi pracować na nocne zmiany. Nie zawsze można się tam dostać środkami transportu publicznego, a większość z nich nie ma samochodu ani prawa jazdy, nie wspominając o pieniądzach, aby za to zapłacić. I jest mało prawdopodobne, że ich płace zostaną utrzymane. Wygląda na to, że ta sama historia powtórzy się w kopalniach, które są teraz zamykane.

W maju 2021 r., po napiętych negocjacjach, górnicze związki zawodowe podpisały z rządem porozumienie społeczne w sprawie transformacji sektora górnictwa węgla kamiennego, które przewiduje kontynuację działalności w poszczególnych kopalniach do 2049 r. Dokument ustanawia harmonogram stopniowego zamykania i pakiet świadczeń socjalnych dla górników, w tym jednorazowe odprawy. Jego wdrożenie zależy jednak od procedury notyfikacji Komisji Europejskiej i nie  jest pewna pozytywna opinia. Choć wniosek został wysłany pod koniec lutego, status negocjacji wciąż nie jest znany. Jedną z możliwych przyczyn opóźnienia jest konflikt zbrojny na Ukrainie, który poważnie zagroził polityce energetycznej UE.

Rok 2049 może okazać się dla Unii Europejskiej zbyt późny. Ponadto porozumienie przewiduje dwa mechanizmy, które mogą zagrozić przyznawaniu środków na transformację – przydziały publiczne dla sektora oraz inwestycje na budowę i uruchomienie tego, co pakt określa jako „czyste instalacje węglowe”, które są wykorzystywane m.in. do zgazowania węgla do syntezy gazu ziemnego.

– Porozumienie daje nam gwarancję, że nikt nie straci pracy i że zamknięcie będzie postępowało – tłumaczy Jerzy Demski, prezes Związku Pracowników Podziemnych w kopalni Piast w Bieruniu. „W 2017 roku rząd powiedział nam, że Polska potrzebuje węgla, milionów inwestycji w maszyny, szkolenia, a nawet stypendia, aby przyciągnąć studentów. Zaledwie trzy lata później chcieli nas zamknąć, praktycznie z dnia na dzień. Teraz wiemy, że mamy prawie 30 lat na zaplanowanie wszystkiego. Ale musimy zacząć działać, bo czas ucieka i nic nie zostało zrobione od czasu podpisania umowy”.

Zgodnie z harmonogramem kopalnia Sośnica w Gliwicach zaprzestanie wydobycia węgla w 2029 roku. Kopalnia zatrudnia obecnie 1 800 osób, z których 800 pozostanie do 2029 r., aby zapewnić sprawne przeprowadzenie procesu zamknięcia. – Część z pozostałych 1000 osób przejdzie na emeryturę, ale dla reszty to problem – tłumaczy Paweł Klucewicz, 37 lat, prezes Związku Zawodowego Górników KONTRA w kopalni Sośnica. „Teraz kierownictwo szuka wymówek, aby zwolnić ludzi. Stało się tak z górnikiem, który miał wypadek przy pracy, a następnie został zwolniony po zakończeniu zwolnienia lekarskiego. Kierownictwo twierdziło, że był nieobecny zbyt długo. A ci, którzy zostaną teraz zwolnieni, nie otrzymają odprawy. Otrzymają go tylko ci, którzy odejdą po zamknięciu w 2029 roku”.

„Rozumiem to. Musimy zrezygnować z węgla, nie ma problemu – dodaje Mirosław Wilk, członek związku Kontra w kopalni Sośnica. „Ale dajcie nam coś w zamian! Nic nowego się tu nie otwiera!” Wilk pracuje pod ziemią od 13 lat. Ma mieszkanie o powierzchni 46 metrów kwadratowych, gdzie mieszka  z żoną, która pracuje w zakładzie przetwórczym w tej samej kopalni, i dwójką dzieci. Jego zakwaterowanie jest dalekie od mitu bogatego górnika. „120 000 złotych [około 25 600 euro lub 26 800 USD] odpraw wystarcza mi na rok. Mam 44 lata i prawie całe życie zawodowe spędziłem w górnictwie. Kto da mi teraz pracę? Specjalna strefa ekonomiczna, którą mamy tutaj, w Katowicach, ilu pracowników może naprawdę wchłonąć?”

Firmy w SSE Katowice, specjalnej strefie ekonomicznej, otrzymują preferencyjne warunki, takie jak zwolnienia podatkowe. Została założona w 1996 roku w celu wspierania procesów restrukturyzacyjnych i tworzenia nowych miejsc pracy w regionie. Od tego czasu specjalna strefa ekonomiczna stworzyła 90 000 miejsc pracy. Przemysł wydobywczy zatrudnia obecnie 80 000 osób, a według związków zawodowych jedno miejsce pracy w kopalni generuje cztery miejsca pracy w powiązanych sektorach.

– Nie ma też związków zawodowych w sektorze prywatnym, układów zbiorowych, świadczeń socjalnych, nic – mówi Chwiluk. „Większość z tych umów o pracę to bzdury; są na krótki okres czasu bez gwarancji przedłużenia. Kiedy zdecydowali się zamknąć naszą kopalnię, wpadliśmy na pomysły, jak wykorzystać teren i infrastrukturę kopalni do tworzenia miejsc pracy. Zaproponowaliśmy spalarnię odpadów, elektrownię wodną wykorzystującą wodę kopalnianą, farmy słoneczne na nienadających się do użytku hałdach węgla, skład samochodowy na bocznicy kopalni, a nawet butelkowanie i sprzedaż świeżej wody z kopalni. Wszystkie te rzeczy zatrudniałyby około tysiąca osób, ale nikt nie traktował tych projektów poważnie. Tak się złożyło, że Greta Thunberg przyszła do nas. To dzięki rozmowie z nią i organizacjami pozarządowymi w końcu odniosłem wrażenie, że ktoś nas słucha”.

Udział w procesach decyzyjnych jest jednym z fundamentów sprawiedliwej transformacji, ale w Polsce dopiero zaczyna być dyskutowany. „Wszystkie strony muszą podejść do stołu i opracować bardziej holistyczne spojrzenie na cały proces, który stawia pracowników i lokalną społeczność w centrum. Do tej pory tego nie zrobiono, ale chcę wierzyć, że tym razem się to uda – mówi Patryk Białas, radny miasta i członek Komisji Górniczej Miasta Katowice.
Przekwalifikowanie, kolejny filar sprawiedliwej transformacji, również nie okazało się łatwe. Kursy są rzadko organizowane, a kiedy są, uczą umiejętności takich jak języki, fryzjerstwo, a nawet florystyka. „Związek chętnie uczestniczyłby w organizacji kursów przekwalifikowania, bo wiemy, czego potrzebują firmy, ale o wszystkim decyduje się na szczeblu UE. Nikt nie konsultował się z nami w tej sprawie, a ja jeszcze nie widziałem projektu, który realnie podniósłby kwalifikacje pracowników – mówi Marek Klucewicz, przewodniczący Komisji Krajowej Związku Zawodowego Górników KONTRA.

Według informacji przekazanych przez Sławomira Gruszkę, rzecznika Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego, województwo opracowało plan, we współpracy z katowicką specjalną strefą ekonomiczną, którego celem jest podniesienie kwalifikacji pracowników i zwiększenie zatrudnienia. Projekt skierowany jest do 310 osób, w tym górników i pracowników firm związanych z górnictwem, którzy są zagrożeni zwolnieniami. Zapisy do programu, który miał się rozpocząć 1 grudnia 2021 r., jeszcze się nie rozpoczęły.

– Potrzebujemy szkoleń i wsparcia, aby tworzyć miejsca pracy, ale myślę, że musimy też wziąć pod uwagę modernizację i nowe technologie – mówi Klucewicz. „Musimy zmniejszyć ilość gazów cieplarnianych, zapewniając jednocześnie niezależność energetyczną kraju. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się na Ukrainie, być może będziemy musieli ponownie rozważyć sytuację”.

Link do oryginalnego tekstu: As coal mines close, Silesia’s miners face an uncertain future – Equal Times

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *